Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cukrzyca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cukrzyca. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 lutego 2015

134 dni - Muchy nadziei ;)

Ostatni tydzień na diecie bez zbóż dał mi popalić. Nie dość, że żoładek namawia mnie do chwili refleksji nad sobą, to jeszcze bez glikogenu biega się wolno i ciężko.  Cukier w okolicach 75-80 mg/dl. Za mało żeby czuć się dobrze w ruchu. Jeśli po tym wszystkim dostanę ściany to... jeszcze nie wiem, ale muszę obmyślić coś ziejącego piekielnym ogniem ;)
I pogoda paskudna.
Błoto. Mgła.
Psie kupy wyłażą spod śniegu a ja oczywiście w nie wdeptuję bo biegam o 23 i chciało by się powiedzieć, że g widzę, ale właśnie nie widzę ;)

Nic tylko usiąść i płakać, w sumie niewiele mi już brakowało. Ale zobaczyłam muchy! 2 tłuściutkie muchy! Wiosna idzie! Tra la la!Humor wydatnie mi się poprawił! Od razu mi się oleju lnianego zachciało :P

I z tego wszystkiego zapisałam się na Orlen Marathon :D

wtorek, 3 lutego 2015

144 dni - Pozwólcie, że się przedstawię

To miał być sekret, do dnia realizacji wstydliwie chowany pod sercem. Ale poradniki mówią wyraźnie: "rozgadaj wszystkim, będzie mniejsza szansa, że zrezygnujesz". A, że sama z siebie nie mam o tym pojęcia, pozostaje mi im zaufać. Więc niniejszym rozgaduję, w nadziei, że w razie czego znajdzie ktoś się chętny dać mi kopa w tyłek na zachętę:

Za 144 dni planuję pokonać ultramaraton. 
Przebyć na własnych nogach 100 km.

Takie mam właśnie dzikie marzenie :).
A żeby było wiadomo z kim mamy do czynienia, pozwólcie, że się przedstawię:
Mam na imię Miłka. Mam 33 lata. Jestem mamą 2 dziewczynek: trzyletniej Gabusi i rocznej Pyzuni.
Mam 168 cm wzrostu, ważę 56 kg.
Choruję na cukrzycę (jestem na pompie insulinowej), trombofilię i moczówkę prostą.
Mój najdłuższy, przebyty biegiem dystans to 33 km. Piechotą, po górach, gdzieś między 40 a 50 km. Na rowerze 110 km. Jakaś tam podstawa jest, chociaż zdecydowanie niezbyt solidna, mówiąc wprost raczej wątła, więc czeka mnie jeszcze bardzo wiele pracy.

Tak prezentuję się na początku mojej przygody życia. Do Piotra Kuryło czy Dean'a Karnazesa trochę mi brakuje, ale entuzjazm mam przeogromny :p

Ja nie dam rady? Potrzymaj mi dzieci!;)

środa, 30 października 2013

Podsumowanie miesiąca - październik

Trochę przed czasem ale jutro postanowiłam zrobić sobie wolne :).
Wielkich powodów do zachwytu nie ma, bo początek miesiąca był na przemian chorowity i leniwy, ale coś tam się udało wywalczyć ;).

Ludziki z kijkami - nordic walking, radośnie hopsające - aerobik, człapiące - "wędrowanie" czyli w moim przypadku kulanie się bez kijków, siedzące bulwy - joga dla ciężarnych

Procentowo rzecz przedstawia się następująco:

Natomiast odkąd w moim telefonie zawitało Endomondo  (czyli od 10.09) mogę się pochwalić następującym urobkiem:

Stan na dziś: 
27t5d,
72 kg (+11kg,o 2kg jeśli zapytać kalendarzy w internecie i pewnie ze 4kg za dużo wg. lekarzy z poradni diabetologicznej)
108cm obwodu w okolicach pępka
zapotrzebowanie na insulinę: ok 35j, w tym baza 16,45j
rozstępy jakby mi ktoś po pijaku tyłek zagrabił
rozstęp mięśni prostych brzucha (diastasis recti) jak malowanie
chęci do ćwiczeń - obecne, chociaż ostatnio trochę topnieją pod wpływem lenistwa i grubienia Marysi ;)

piątek, 18 października 2013

Tańcząca z gratami

4 dni temu dostałam a konto urodzin fantastyczny prezent: pas biegowy! O taki przepiękny:
fotka stąd
Pas służy do noszenia wody, żeli energetycznych, napojów izotonicznych i innego dobra tego pokroju. Tu może się pojawić pytanie czy to niezbędne wyposażenie przy chodzeniu o kijkach. 
A gdzie tam!
Bo i wykorzystuję go nie do końca zgodnie z przeznaczeniem. Jako cukrzyk mam swój "szpej" z którym się nie rozstaję, który do tej pory nosiłam w plecaku (najchętniej w cudzym plecaku ;)) i który przy bardziej dynamicznych ruchach podskakiwał i grzechotał. Obecnie glukometr upycham do kieszonki, do jednego bidonu leję sok z pomarańczy a do drugiego wodę. Pompę insulinową, która dotychczas dyndała na gumce od dresu przekładam na pasek i w drogę!
No ale maje fanty nikną w kieszonkach a ja wyglądam w pasie tak profesjonalnie, że tylko padać na twarz. Zwłaszcza w zestawieniu z moją kurtką "rowerową", którą dawno temu wypatrzyłam przecenioną na stoisku dla biegaczy w decathlonie i butami biegusami (druga część prezentu urodzinowego, która obecnie ratuje moje obrzęknięte stopy). 
Sama na swój widok doszłabym do wniosku, że z okazji rozpoczęcia trzeciego trymestru niechybnie postanowiłam przygotować się do ironmana albo innego harpagana ;). Wstyd będzie potężny, kiedy tak osprzętowiona zacznę stawiać pierwsze, nieporadne kroki biegowe.
Ale niech się wstydzi ten kto widzi, grunt, że cukrzycowe graty zabezpieczone i zawsze pod ręką, a ja mogę toczyć się bez przeszkód :).
A na deser branżowy żarcik stąd: