Jest taki okrutny sposób na długie wybiegania, kiedy nie ma na nie czasu. Nazywa się toto back to back i jest zmorą moich weekendów. Połówka długiego wybiegania w sobotę wieczorem, drugą w niedzielę z rana. O ile wieczorna część jest przyjemna o tyle niedzielna pobudka nie napawa entuzjazmem. A, że jest to jedyny raz w tygodniu, kiedy biegam prz dziennym świetle, przeważnie kończy się zwiedzaniem okolicznych krzaczorów w imię zaprawy terenowej.
Widoki są niezapomniane. I na tym poprzestanę, żeby nie było, że w kółko narzekam ;).poniedziałek, 16 lutego 2015
piątek, 13 lutego 2015
134 dni - Muchy nadziei ;)
Ostatni tydzień na diecie bez zbóż dał mi popalić. Nie dość, że żoładek namawia mnie do chwili refleksji nad sobą, to jeszcze bez glikogenu biega się wolno i ciężko. Cukier w okolicach 75-80 mg/dl. Za mało żeby czuć się dobrze w ruchu. Jeśli po tym wszystkim dostanę ściany to... jeszcze nie wiem, ale muszę obmyślić coś ziejącego piekielnym ogniem ;)
I pogoda paskudna.
Błoto. Mgła.
Psie kupy wyłażą spod śniegu a ja oczywiście w nie wdeptuję bo biegam o 23 i chciało by się powiedzieć, że g widzę, ale właśnie nie widzę ;)
Nic tylko usiąść i płakać, w sumie niewiele mi już brakowało. Ale zobaczyłam muchy! 2 tłuściutkie muchy! Wiosna idzie! Tra la la!Humor wydatnie mi się poprawił! Od razu mi się oleju lnianego zachciało :P
I z tego wszystkiego zapisałam się na Orlen Marathon :D
środa, 11 lutego 2015
136 dni - To za moje kluseczki, paskudo!
Podobno na długich dystansach znakomicie sprawdza motywowanie się gniewem. Chyba właśnie poznałam adresata wściekłości, którą będę w sobie pielęgnować ;). Będzie to dieta, którą zdecydowałam się wdrożyć teraz, na początku, póki obciążenie treningowe nie jest duże, a która ma mnie uratować przed ścianą, kiedy wyjem już całe zapasy glikogenu (co napisałam znad miski chudego twarogu wymieszanego z olejem lnianym).
Cóż to za dieta? Ano, tfu, tfu, na psa urok, bez zbóż. Nie bez węglowodanów (piszę dla porządku) ale właśnie bez produktów mącznych. Tu można sobie o niej poczytać w większym szczególe.
Jem warzywa, owoce, nabiał, orzechy, ryby, furę strączkowych i klnę pod nosem, bo jeśli jestem tym co jem, to nie ulega wątpliwości, że jestem ciepłą kluchą ;).
Pocieszam się, że dietka potrwa tylko 6 tygodni.
Pocieszam się, że dietka potrwa tylko 6 tygodni.
Tym czasem moje morale i siły psychiczne zostały odrobinę nadszarpnięte (w milach ten plan wyglądał jakoś łaskawiej ;) ) czego dowody widnieją poniżej:
sobota, 7 lutego 2015
140 dni - Jest plan
Zostało równiutko 20 tygodni. Koniec improwizacji, zaczyna się realizacja planu. A plan, jest taki:
Postaram się trzymać wskazówek następującej ekipy: Michele Yates, Cody'ego Moat'a i Jimmiego Dean'a Freema'a, które znalazłam o tutaj.
W krestii paszy zaufam Sunny Blende, ale o tym innym razem.
Postaram się trzymać wskazówek następującej ekipy: Michele Yates, Cody'ego Moat'a i Jimmiego Dean'a Freema'a, które znalazłam o tutaj.
W krestii paszy zaufam Sunny Blende, ale o tym innym razem.
czwartek, 5 lutego 2015
142 dni - żółwim truchtem
Trochę inaczej to sobie wyobrażałam. Ale zapytałam internetu a internet od razu wyprowadził mnie z błędu - "Powolutku!" - powiedział.
Więc zwolniłam. Po ponad roku nieskrępowanego biegania, wróciłam do marszobiegu. 5 minut marszu, 25 minut biegu. O ile to jeszcze można nazwać bieganiem. Średnie tempo treningu 7:15!
Ale z drugiej strony, czy ja się gdzieś spieszę?
Zwłaszcza, że ślisko jak nieszczęście.
Więcej kłopotu sprawia mi drugi postulat: 15.000 kroków dziennie, technika dowolna. Zaraz zrobi się z tego 20.000 czyli około 13 km. Mama mia! Już teraz podskakując przy każdej zasłyszanej piosence i, w wolnych chwilach, biegając w koło stołu, mam z tym kłopot.
Trzeciego, czyli tzw. back to back, jeszcze nie ruszyłam.
wtorek, 3 lutego 2015
144 dni - Pozwólcie, że się przedstawię
To miał być sekret, do dnia realizacji wstydliwie chowany pod sercem. Ale poradniki mówią wyraźnie: "rozgadaj wszystkim, będzie mniejsza szansa, że zrezygnujesz". A, że sama z siebie nie mam o tym pojęcia, pozostaje mi im zaufać. Więc niniejszym rozgaduję, w nadziei, że w razie czego znajdzie ktoś się chętny dać mi kopa w tyłek na zachętę:
Za 144 dni planuję pokonać ultramaraton.
Przebyć na własnych nogach 100 km.
Takie mam właśnie dzikie marzenie :).
A żeby było wiadomo z kim mamy do czynienia, pozwólcie, że się przedstawię:
Mam na imię Miłka. Mam 33 lata. Jestem mamą 2 dziewczynek: trzyletniej Gabusi i rocznej Pyzuni.
Mam 168 cm wzrostu, ważę 56 kg.
Choruję na cukrzycę (jestem na pompie insulinowej), trombofilię i moczówkę prostą.
Choruję na cukrzycę (jestem na pompie insulinowej), trombofilię i moczówkę prostą.
Mój najdłuższy, przebyty biegiem dystans to 33 km. Piechotą, po górach, gdzieś między 40 a 50 km. Na rowerze 110 km. Jakaś tam podstawa jest, chociaż zdecydowanie niezbyt solidna, mówiąc wprost raczej wątła, więc czeka mnie jeszcze bardzo wiele pracy.
Tak prezentuję się na początku mojej przygody życia. Do Piotra Kuryło czy Dean'a Karnazesa trochę mi brakuje, ale entuzjazm mam przeogromny :p
Ja nie dam rady? Potrzymaj mi dzieci!;)
czwartek, 15 stycznia 2015
Postanowienia ponoworoczne
Znowu się nie wyrobiłam z postanowieniami. Ale postanowiłam je spisać, bo dobrze mi to robi na motywację:
1) Bieganie: przebiec łącznie 1000 km. Na 5 km zejść z czasem poniżej 26 minut. Może nawet 25? 10 km chciałabym pokonać w mniej niż 55 minut. I przebiec półmaraton poniżej 2 godzin
2) Żonglerka tradycyjna: nauczyć się odwróconej kaskady, i może mills mess trzema piłkami. Spróbować żonglerki maczugami albo/i obręczami
3) Żonglerka kontaktowa: nauczyć się spirali i toczeń po ciele. Spróbować żonglerki akrylem
4) Akrobatyka: zrobić ten szpagat nareszcie! rozciągnąć się tyle ile się da
5) Pójść w góry
6) Pojechać na chociaż jedną wyprawę rowerową bo ostatnia była w 2011(!!!)
1) Bieganie: przebiec łącznie 1000 km. Na 5 km zejść z czasem poniżej 26 minut. Może nawet 25? 10 km chciałabym pokonać w mniej niż 55 minut. I przebiec półmaraton poniżej 2 godzin
2) Żonglerka tradycyjna: nauczyć się odwróconej kaskady, i może mills mess trzema piłkami. Spróbować żonglerki maczugami albo/i obręczami
3) Żonglerka kontaktowa: nauczyć się spirali i toczeń po ciele. Spróbować żonglerki akrylem
4) Akrobatyka: zrobić ten szpagat nareszcie! rozciągnąć się tyle ile się da
5) Pójść w góry
6) Pojechać na chociaż jedną wyprawę rowerową bo ostatnia była w 2011(!!!)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




