środa, 11 lutego 2015

136 dni - To za moje kluseczki, paskudo!

Podobno na długich dystansach znakomicie sprawdza motywowanie się gniewem. Chyba właśnie poznałam adresata wściekłości, którą będę w sobie pielęgnować ;). Będzie to dieta, którą zdecydowałam się wdrożyć teraz, na początku, póki obciążenie treningowe nie jest duże, a która ma mnie uratować przed ścianą, kiedy wyjem już całe zapasy glikogenu (co napisałam znad miski chudego twarogu wymieszanego z olejem lnianym). 
Cóż to za dieta? Ano, tfu, tfu, na psa urok, bez zbóż. Nie bez węglowodanów (piszę dla porządku) ale właśnie bez produktów mącznych. Tu można sobie o niej poczytać w większym szczególe. 
Jem warzywa, owoce, nabiał, orzechy, ryby, furę strączkowych i klnę pod nosem, bo jeśli jestem tym co jem, to nie ulega wątpliwości, że jestem ciepłą kluchą ;).
Pocieszam się, że dietka potrwa tylko 6 tygodni.

Tym czasem moje morale i siły psychiczne zostały odrobinę nadszarpnięte (w milach ten plan wyglądał jakoś łaskawiej ;) ) czego dowody widnieją poniżej:

sobota, 7 lutego 2015

140 dni - Jest plan

Zostało równiutko 20 tygodni. Koniec improwizacji, zaczyna się realizacja planu. A plan, jest taki:

Postaram się trzymać wskazówek następującej ekipy: Michele Yates, Cody'ego Moat'a i Jimmiego Dean'a Freema'a, które znalazłam o tutaj.
W krestii paszy zaufam Sunny Blende, ale o tym innym razem.

czwartek, 5 lutego 2015

142 dni - żółwim truchtem

Trochę inaczej to sobie wyobrażałam. Ale zapytałam internetu a internet od razu wyprowadził mnie z błędu - "Powolutku!" - powiedział.
Więc zwolniłam. Po ponad roku nieskrępowanego biegania, wróciłam do marszobiegu. 5 minut marszu, 25 minut biegu. O ile to jeszcze można nazwać bieganiem. Średnie tempo treningu 7:15! 
Ale z drugiej strony, czy ja się gdzieś spieszę? 
Zwłaszcza, że ślisko jak nieszczęście.

Więcej kłopotu sprawia mi drugi postulat: 15.000 kroków dziennie, technika dowolna. Zaraz zrobi się z tego 20.000 czyli około 13 km. Mama mia! Już teraz podskakując przy każdej zasłyszanej piosence i, w wolnych chwilach, biegając w koło stołu, mam z tym kłopot.

Trzeciego, czyli tzw. back to back, jeszcze nie ruszyłam.

Entuzjazm mnie nie opuszcza ale zaczynam nabierać większego respektu.

wtorek, 3 lutego 2015

144 dni - Pozwólcie, że się przedstawię

To miał być sekret, do dnia realizacji wstydliwie chowany pod sercem. Ale poradniki mówią wyraźnie: "rozgadaj wszystkim, będzie mniejsza szansa, że zrezygnujesz". A, że sama z siebie nie mam o tym pojęcia, pozostaje mi im zaufać. Więc niniejszym rozgaduję, w nadziei, że w razie czego znajdzie ktoś się chętny dać mi kopa w tyłek na zachętę:

Za 144 dni planuję pokonać ultramaraton. 
Przebyć na własnych nogach 100 km.

Takie mam właśnie dzikie marzenie :).
A żeby było wiadomo z kim mamy do czynienia, pozwólcie, że się przedstawię:
Mam na imię Miłka. Mam 33 lata. Jestem mamą 2 dziewczynek: trzyletniej Gabusi i rocznej Pyzuni.
Mam 168 cm wzrostu, ważę 56 kg.
Choruję na cukrzycę (jestem na pompie insulinowej), trombofilię i moczówkę prostą.
Mój najdłuższy, przebyty biegiem dystans to 33 km. Piechotą, po górach, gdzieś między 40 a 50 km. Na rowerze 110 km. Jakaś tam podstawa jest, chociaż zdecydowanie niezbyt solidna, mówiąc wprost raczej wątła, więc czeka mnie jeszcze bardzo wiele pracy.

Tak prezentuję się na początku mojej przygody życia. Do Piotra Kuryło czy Dean'a Karnazesa trochę mi brakuje, ale entuzjazm mam przeogromny :p

Ja nie dam rady? Potrzymaj mi dzieci!;)

czwartek, 15 stycznia 2015

Postanowienia ponoworoczne

Znowu się nie wyrobiłam z postanowieniami. Ale postanowiłam je spisać, bo dobrze mi to robi na motywację:

1) Bieganie: przebiec łącznie 1000 km. Na 5 km zejść z czasem poniżej 26 minut. Może nawet 25? 10 km chciałabym pokonać w mniej niż 55 minut. I przebiec półmaraton poniżej 2 godzin

2) Żonglerka tradycyjna: nauczyć się odwróconej kaskady, i może mills mess trzema piłkami. Spróbować żonglerki maczugami albo/i obręczami

3) Żonglerka kontaktowa: nauczyć się spirali i toczeń po ciele. Spróbować żonglerki akrylem

4) Akrobatyka: zrobić ten szpagat nareszcie! rozciągnąć się tyle ile się da

5) Pójść w góry

6) Pojechać na chociaż jedną wyprawę rowerową bo ostatnia była w 2011(!!!)

wtorek, 18 listopada 2014

Postanowiono - wykonano :D

4 stycznia napisałam:

"Za 3 miesiące chciałabym:
Dać radę biec pół godziny bez przerwy (jeszcze nie wiem jak konkretnie tego dopiąć. Na razie nie zdecydowałam się na żaden plan biegowy, będę improwizować, szczegóły wyjdą w praniu)
Ważyć 61kg
Mieć 78cm w talii

Za pół roku chciałabym:
Przebiec 5 km w mniej niż pół godziny (i przy tym nie umrzeć ;))
Ważyć 59kg
Mieć 76cm w talii

Za 9 miesięcy chciałabym:
Przebiec 10 km
Ważyć 57kg
Mieć 74cm w talii
 
Za rok chciałabym: 
Przebiec 10 km w mniej niż godzinę (jest 57:29)
Wystartować w biegu na 5 albo 10 km
Mieć płaski brzuch
Ważyć 55kg
Mieć 72cm w talii (jest 70cm), BMI 20, WHR: 0,7 a zawartość tłuszczu 22-23% (jest około 16%)
 
W ciągu tego roku chciałabym łącznie przebiec 400 km (jest już prawie 500) i wybrać się na chociaż jedną długą wycieczkę rowerową z gminobranem :) 
Chciałabym się bardziej racjonalnie odżywiać
I założyć warzywnik.
Regularnie się kremować bo nigdy o tym nie pamiętam.
Może kupić karnet na basen?
Korzystać z twistera i steppera.
Wyhodować sobie seksowny tyłek w miejsce tego przeoranego rozstępami flaczka, którym teraz dysponuję.
Starać się mieć ładne paznokcie.
Dużo optymizmu, cierpliwości i pogody ducha."

Na zielono to, co udało się osiągnąć :D
Teraz do końca roku mogę odpoczywać ;)
Albo, lepiej, obmyślać jakieś dobre cele na przyszły rok :)

czwartek, 16 października 2014

Hurra!

Zrobiłam to! Nie wierzyli, że się uda ale co oni tam wiedzą. Z okazji 33 urodzin przebiegłam 33km ze średnim tempem 6,45 min/km. Wolno, dostojnie ale skutecznie :)