Zrobiłam to! Nie wierzyli, że się uda ale co oni tam wiedzą. Z okazji 33 urodzin przebiegłam 33km ze średnim tempem 6,45 min/km. Wolno, dostojnie ale skutecznie :)
czwartek, 16 października 2014
wtorek, 30 września 2014
Znowu wiele wody upłynęło.
29.06 pobiegłam w Irena Run, gdzie zaliczyłam spektakularną hipoglikemię i uzyskałam czas 29'06".
Od tego czasu biegam niewiele, przeważnie z wózkiem. Nie zrobiłam wielkich postępów. Tyle, że daję radę swobodnie rozmawiać biegnąc 7min/km z Pyzą i bez problemu pokonuję w ten sposób 10km. Ani razu nie udało mi się przekroczyć dystansu 70km w ciągu miesiąca, bardziej z przyczyn niezależnych niż z braku chęci. Obrosłam za to w buty biegowe. Mam już żelazka - Mizuno Wave Fortis 5, Merrell pace glove a ostatnio wzbogaciłam się w używane Nike Free Haven 3.0, chyba moje ulubione, ale jeszcze nie wiem bo mają twarde języki.
Chciałabym przebiec Bieg Niepodległości w 55 minut - ambitny cel a trening niezbyt sumienny, więc chyba nic z tego nie będzie, ale przynajmniej spróbuję.
Jeszcze ponad miesiąc. Niech mnie ktoś kopnie w tyłek albo o 5 zerwie ze mnie kołdrę i wciśnie buty na nogi, a może się uda?
29.06 pobiegłam w Irena Run, gdzie zaliczyłam spektakularną hipoglikemię i uzyskałam czas 29'06".
Od tego czasu biegam niewiele, przeważnie z wózkiem. Nie zrobiłam wielkich postępów. Tyle, że daję radę swobodnie rozmawiać biegnąc 7min/km z Pyzą i bez problemu pokonuję w ten sposób 10km. Ani razu nie udało mi się przekroczyć dystansu 70km w ciągu miesiąca, bardziej z przyczyn niezależnych niż z braku chęci. Obrosłam za to w buty biegowe. Mam już żelazka - Mizuno Wave Fortis 5, Merrell pace glove a ostatnio wzbogaciłam się w używane Nike Free Haven 3.0, chyba moje ulubione, ale jeszcze nie wiem bo mają twarde języki.
Chciałabym przebiec Bieg Niepodległości w 55 minut - ambitny cel a trening niezbyt sumienny, więc chyba nic z tego nie będzie, ale przynajmniej spróbuję.
Jeszcze ponad miesiąc. Niech mnie ktoś kopnie w tyłek albo o 5 zerwie ze mnie kołdrę i wciśnie buty na nogi, a może się uda?
piątek, 20 czerwca 2014
Nie było źle :)
Łatwo też nie było. Była zadyszka i czerwone placki. Ale dopiełam swego: pękło pół godziny na piątkę. Niecałe 6 miesięcy po porodzie i około 5 po biegowym debiucie, w VIII Biegu Ursynowa pokonałam dystans 5km w czasie
...werble...
28:48!
Jest nowa życiówka :).
Zdjęć z biegu nie wrzucam bo jak Zatopek - nie jestem aż tak utalentowana by jednocześnie biegać i wyglądać. Po wszystkim prezentowałam się następująco:
...werble...
28:48!
Jest nowa życiówka :).
Zdjęć z biegu nie wrzucam bo jak Zatopek - nie jestem aż tak utalentowana by jednocześnie biegać i wyglądać. Po wszystkim prezentowałam się następująco:
czwartek, 29 maja 2014
Oj, będzie wstyd!
Nie było czasu, przyrzekam. Zjadało go pisanie pracy dyplomowej, której nikt nigdy nie będzie chciał czytać, a resztki wciągało nosem bieganie. A działo się to i owo.
Na pierwszy Bieg Pruszkowa nie udało mi się zapisać - dziadki leśne, czego im nie wybaczę, zamknęły listy startowe 3 dni przed obiecywanym terminem. Na fali rozczarowania postanowiłam się jak najszybciej zapisać na jakiś kameralny bieg dzielnicowy. Bieg Ursynowa wydawał się w sam raz. Nie namyślając się wiele żeby i tym razem mnie nie ubiegli, podałam dane, uiściłam opłatę a potem rozsiadłam się wygodnie żeby sobie trochę o nim poczytać. Moja początkowa satysfakcja z zaklepanego miejca sczezła do cna kiedy na stronie głównej zobaczyłam hasło promocyjne:
Oj, będzie wstyd!
Próbowałam pocieszyć się googlając za blogami zeszłorocznych uczestników. Wielkiej ulgi mi to nie przyniosło. Cyborgi jedne! Jak można przebiec 5 km w 17 minut jak się pytam? Jeden odszczepieniec byłby do zniesienia ale żeby prawie każdy kończył poniżej 20 minut?
Niedobrze!
Tak więc 14 czerwca o godzinie 12:00 wystartuję w Biegu Ursynowa pod numerem startowym 1203. Planuję prześcignąć radiowóz i karetkę zamykające stawkę. I gdyby dało radę chociaż jedną osobę! Może ktoś jeszcze zapisał się przez pomyłkę? Hę?
Ale przecież nie rozpocznę kariery biegowej od DNFa*, prawda?
*DNF - Did Not Finish
Na pierwszy Bieg Pruszkowa nie udało mi się zapisać - dziadki leśne, czego im nie wybaczę, zamknęły listy startowe 3 dni przed obiecywanym terminem. Na fali rozczarowania postanowiłam się jak najszybciej zapisać na jakiś kameralny bieg dzielnicowy. Bieg Ursynowa wydawał się w sam raz. Nie namyślając się wiele żeby i tym razem mnie nie ubiegli, podałam dane, uiściłam opłatę a potem rozsiadłam się wygodnie żeby sobie trochę o nim poczytać. Moja początkowa satysfakcja z zaklepanego miejca sczezła do cna kiedy na stronie głównej zobaczyłam hasło promocyjne:
Bieg Ursynowa - Otwarte Mistrzostwa Polski w Biegu na 5kmNiedobrze...
pod auspicjami Polskiego Związku Lekkiej AtletykiNiedobrze!
14 czerwca o godz. 12.00 najszybszą w Warszawie trasą na 5 km pobiegnie 2,5 tys. biegaczy i biegaczek.Bardzo niedobrze!
Oj, będzie wstyd!
Próbowałam pocieszyć się googlając za blogami zeszłorocznych uczestników. Wielkiej ulgi mi to nie przyniosło. Cyborgi jedne! Jak można przebiec 5 km w 17 minut jak się pytam? Jeden odszczepieniec byłby do zniesienia ale żeby prawie każdy kończył poniżej 20 minut?
Niedobrze!
Tak więc 14 czerwca o godzinie 12:00 wystartuję w Biegu Ursynowa pod numerem startowym 1203. Planuję prześcignąć radiowóz i karetkę zamykające stawkę. I gdyby dało radę chociaż jedną osobę! Może ktoś jeszcze zapisał się przez pomyłkę? Hę?
Ale przecież nie rozpocznę kariery biegowej od DNFa*, prawda?
*DNF - Did Not Finish
środa, 7 maja 2014
Wałki, wałki, interwałki
Prawda jest taka, że mąż wszedł mi na ambicję. "Powinnaś dać radę" stwierdził patrząc z ukosa. Jak powinnam to chyba dam? Chyba? No, ale jeśli nie spróbuję to się nie dowiem. Mniej więcej w ten sposób zapadła decyzja podjęcia próby złamania godziny na 10 km. Znalazł się stosowny bieg i szybko wdrożyłam intensywny plan treningowy. Szybko bo czas nagli. Został niecały miesiąc a ja nadal w lesie. A dokładniej na takim etapie, że bym z tego lasu nie wychodziła tylko zagrzebała się w ściółce i przespała chociaż parę godzin. Zamiast tego dzisiaj znowu interwały - narzędzie szatana.
No ale jak się powiedziało A... to potem trzeba biegać po nocy w przepoconych gatkach, trudna rada ;).
No ale jak się powiedziało A... to potem trzeba biegać po nocy w przepoconych gatkach, trudna rada ;).
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
Biegamy we trzy :)
Kolejny cel zrealizowany - jestem w stanie biec nieprzerwanie przez godzinę!
Pytanie "i co teraz?" stało się znowu aktualne.
Zastanawiałam się nad koncepcją mojego dalszego biegania nie mogąc się zdecydować co ze sobą począć. Na szczęście jakoś tak wyszło, że decyzja podjęła się prawie sama. Pyza znienawidziła spacery w gondoli, Bułka pokochała jeszcze bardziej płomienną niż dotychczas miłością zjeżdżalnie i piaskownice. Po przeprowadzce mąż zaczął poświęcać więcej czasu na dojazd do pracy, wiec rada nierada zaczęłam biegać z wózkiem.
Obecnie mój codzienny trening oznacza pachnie przed sobą 12,7 kg wózka - przyczepki, 9,5 kg Bułki, 7 kg Pyzuni, 1kg wody i ok 2 kg kluczo-komórko-bobogratów. Biegniemy na plac zabaw i z powrotem, czasem lekko okrężną drogą. Tam i z powrotem wychodzi około 4,5 km.
Jako, że razem jest tego dobra ponad 32 kg, trzeba powiedzieć jasno - z wózkiem biega się inaczej. Tempo które podczas biegu z podwójnym wózkiem powoduje u mnie całkiem konkretną zadyszkę to zawrotne 7,45 min/km.
Każdy kilometr czuję w tyłku.
A kiedy zaczynam się słabnąć włącza się autoalarm ;).
Miałam spore wątpliwości czy to już pora ale cieszę się, że zaczęłam bieganie z wózkiem. Pyza leży wygodnie w swoim hamaczku, zadowolona, czasem nawet sobie przyśnie. Bułka upycha pod hamaczkiem całkiem pokaźny księgozbiór i "czyta" w drodze. A ja zaliczam regularną siłę biegową i wracam zlana potem od góry do dołu, nawet kiedy poruszam się tempem pieszego. Coraz bardziej cieszę się z naszego wózka-przyczepki. Dzięki niemu spacery są wyczekiwanym punktem w planie dnia i to dla wszystkich zainteresowanych :). A jakie pozytywne emocje wzbudzamy! Aż się sama gęba śmieje :).
wtorek, 4 marca 2014
I co dalej?
Daję radę biec 30 min, nawet i 45 min jeśli trzeba. Plan sześciotygodniowy zrealizowany, pozostaje pytanie co teraz? Biłam się trochę z myślami i ostatecznie zdecydowałam się zawalczyć o godzinę swobodnego biegu a dopiero potem zabrać się za szybkość. Jako inspirację dla dalszych treningów wybrałam plan znaleziony w serwisie bieganie.pl, o taki:
który chciałabym potem rozwinąć do następującej formy:
Jestem podekscytowana tym nowym etapem i coraz bardziej przekonana, że w bieganiu fajniejsze od szybkości są znikające pod butami kilometry.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



